|
Peiper Tadeusz (1891-1969)
Ten hymn z jedwabiu ponad okrucieństwem cukru; ta wstęga, którą wykwita z miękkich liści trzewika, i darząc napiwkiem światła tłumne zmarszczki bruku, topi ulicę w modlitwie, gdy wśród niej światłem zamiga; która wieczorowi kładzie na stopy południe białe, a jeśli nie jest słońcem, to jedynie dlatego, że słońce tylko świeci, ale nie umie być kwiatem; która, zwołując pacierze wonną ciepłą kredą, znika w plisowanym namiocie z krepdeszyny – a wiatr nurza się w tej sukni niby usta w pucharze – znika i żyje dalej? sklepień lśniące pyły błogosławią ją? kłamie? lży obrazy moje i wasze? spływa na uda jakie? przenosi rozkwitłe srebra na rzeźbione wazy o kształcie włoskiego dnia, na biodra? wachlarzem lśnień gładzi parę gołębi, która rozpiera obłok koszuli? i jaka jest jej przystań? ta noga.
Ostatnie uaktualnienie : 11-11-2008 13:20
|
|
Komentarze użytkowników  |
|
Średnia ocen użytkownika
Brak ocen |
|
|